Rok po deregulacji. Sprawdzamy rynek pilotów wycieczek

Tabela z deregulacją zawodów

W 2013 roku przed deregulacją 50 zawodów, w tym także pilota wycieczek, media pełne były spekulacji na temat spornych zmian. W Dzienniku również staraliśmy się przedstawiać skrajne opinie. Co przyniósł 2014 rok? Czy zgodnie z przewidywaniami jednej strony rynek zadziałał, czy narastają problemy, które należałoby jeszcze rozwiązać? O zdanie zapytałem ekspertów.

Zawód, który tak zamieszał w 2013 roku na rynku turystycznym opiera się w głównej mierze na sprawowaniu nadzoru w imieniu organizatora turystyki nad prawidłowością świadczonych usług na rzecz uczestników wyjazdu. Jest osobą pierwszego kontaktu, gdy uczestnik potrzebuje informacji na temat odwiedzanego miejsca, albo ma wątpliwości związane z jakością otrzymywanych świadczeń wynikających z umowy. Definicja zawodu brzmi niewinnie, ale wiemy jak potrafią zachowywać się turyści i zdajemy sobie sprawę, że nie każdy sobie w nim poradzi. Czy dotychczasowe obostrzenia prawne prezentowane w poniższej tabeli rzeczywiście dokonywały odpowiedniej selekcji kandydatów?

Tabela z deregulacją zawodów

O podsumowanie obecnej sytuacji na rynku poprosiłem dwóch ekspertów, zadając im pytania związane z głoszonymi przez nich opiniami przed deregulacją.

Licencje wciąż ważne

Na początku skierowałem kilka pytań do Piotra Kruczka – redaktora naczelnego serwisu przewodników i pilotów wycieczek PilociWycieczek.pl.

Czy w związku z deregulacją licencje straciły na wartości na rzecz staży i praktyk nowych kursantów? Czy biura podróży dały szansę młodemu pokoleniu?

Dla części organizatorów dzisiaj jeszcze bardziej liczą się „przedderegulacyjne” licencje – moim zdaniem słusznie. Poświadczają one, że potencjalny pilot czy przewodnik ma jakiekolwiek obycie z tematem i jakieś teoretyczne przygotowanie. W końcu musiał przejść przez kurs i sito egzaminacyjne. Dlatego więc rynek nieznoszący próżni już stara się ją wypełnić. Pojawiają się pierwsze akcje nowej, zorganizowanej certyfikacji inspirowane np. przez kolegę prowadzącego kursy u jednego z dużych touroperatorów, który zaproponował w ramach stowarzyszenia Polska Izba Turystyki egzaminację i  certyfikację przyszłych pilotów. W tym wymiarze pomysły miały też firmy skupione w stowarzyszeniu organizatorów branży incentive SOIT. Instytucje i niektóre firmy potrzebujące wykwalifikowanych przewodników nadal organizują własne kursy i egzaminy. Zainteresowaniem pilotów cieszą się praktyczne wyjazdy szkoleniowe.

Czy niektóre kursy pilotażu uzyskały już renomę, a kiepskie zdążyły upaść?

Bez wątpienia najlepsi organizatorzy kursów, które są potrzebne, bo zawód pilota i przewodnika wymaga odpowiedniego przygotowania teoretycznego i merytorycznego, przetrwają. I mam nadzieję, że ostatecznie wręcz umocnią swoją pozycję dzięki zmienionej sytuacji prawnej. Zaletą deregulacji dla organizatorów szkoleń na pewno jest większa dowolność w kształtowaniu programu kształcenia i lepsze dostosowanie do wymagań pracodawców. Wcześniej sztywne ramy wymuszały naukę np. z zakresu, który części pilotom w ogóle nigdy miał się nie przydać, a który w razie potrzeby można zdobyć np. na szkoleniach specjalistycznych czy w ramach innej edukacji lub praktyki.

Czy lokalni przewodnicy rzeczywiście stracili przez posiadanie wycieczek autokarowych własnych pilotów? Czy doszło do cięć kosztów przez biura podróży poprzez łączenie funkcji „pracownik biura – kierowca – pilot?”

Przede wszystkim przed deregulacją grupa turystów musiała mieć pilota lub przewodnika, teraz nie musi. Często jednak potrzebuje, ale każdy może go zastąpić np. za bezpłatny wyjazd, a są organizatorzy, którzy w ramach oszczędności chętnie skorzystają na takiej taniej pracy. Na pewno część pilotów też przejęła rynek lokalnej obsługi przewodnickiej, a np. potrzebujący pracy przewodnik warszawski może dzisiaj udawać krakowskiego (i odwrotnie). Nie jest to oczywiście profesjonalne, a lokalny rynek usług przewodnickich i tak broni się przed pseudo-konkurencją amatorów np. ograniczeniami we wnętrzach obiektów muzealnych gdzie dopuszczane do pracy z grupami są osoby z miejscowymi uprawnieniami czy legitymacjami przewodnickimi. Wiele biur w przypadku oferowania turystom usług przewodnika oczekuje od wynajętego specjalisty odpowiedniego potwierdzenia kwalifikacji, którym jest właśnie licencja czy uznana odznaka przewodnicka.

Czy nowe, wyspecjalizowane osoby są Pana zdaniem przygotowane do udzielania pierwszej pomocy i podjęcia działań w innych ekstremalnych sytuacjach? Czy licencjonowani piloci lepiej radzą sobie w takich sytuacjach? Czy może zawsze decydowało doświadczenie?

Licencja sprzed deregulacji niekoniecznie była jednoznaczna z dobrym przygotowaniem w pełnym wymiarze (pierwsza pomoc, profesjonalizm). Tego uczymy się przez cały czas pracy, zarówno przez praktykę, jak i poszerzając swoje kwalifikacje na dodatkowych kursach. I to powinien być standard dobrego pilota czy przewodnika. Takie rozwijanie kompetencji to też element tzw. wchodzenia w branżę, okazja do zdobywania nowych kontaktów owocujących często przyszłymi zleceniami. Kto nie korzysta z nieobowiązkowych form rozwoju zawodowego, ten po prostu traci i ma gorszy start i trudniejsze wejście. Co nie znaczy, że musi to być regułą, bo i są pewnie samouki czy eksperci z darem do przekazywania wiedzy i z talentami organizacyjnymi.

Jakie ma Pan rady dla nowych pilotów, którzy nie mogą zdobyć doświadczenia?

Wytrwałość obok kompetencji to podstawa: trzeba pukać do wielu drzwi i nie poddawać się, rozwijać się przez szkolenia i umieć swoje przygotowanie i predyspozycje pokazać i udowodnić w biurze podróży. Trzeba budować sieć kontaktów zawodowych, dbać o nie, pracować nad swoim wizerunkiem w postaci CV i opinii. Przede wszystkim stopniowo zdobywać doświadczenia od najprostszych imprez. W 2014 roku na otwartym rynku pracy dla pilotów i przewodników pojawiło się prawie 1000 ogłoszeń, które przekazaliśmy przez nasz branżowy kanał komunikacji łączący biura i pilotów (SMS PilociWycieczek.pl – to jest zarazem bezpłatna forma pomocy biurom podróży w dotarciu z ofertą pracy dla pilota/przewodnika). Dodatkowo tylko w tym kanale pojawiło się kolejnych prawie 600 ofert pracy dostępnych w pierwszej kolejności dla odbiorców tej usługi. To pokazuje jak duży jest rynek pracy pilotów i przewodników! I co ciekawe nikt nie monitoruje go w pełnym wymiarze – wiele biur ma stałą kadrę lub rekrutuje współpracowników przez bezpośrednie kontakty, czy przez polecenia. Ile łącznie takich ofert pracy jest – tego nie wiemy, ale pewnie dwa lub kilka razy więcej niż przekazanych przez wspomniany system komunikacji. To jest bardzo dobra wiadomość dla wszystkich zainteresowanych ciekawą pracą w turystyce: jest jej bardzo dużo, ale i zainteresowanie nią jest niemałe, a oczekiwania pracodawców są często wysokie. Na pocieszenie dodam, że każdy dzisiejszy super specjalista też przebijał się kiedyś, często z trudem, do pierwszych zleceń. Da się!

Nowe twarze, tyle samo zleceń

O opinię poprosiłem również Tomasza Dygałę, właściciela firmy Tutor organizującej kursy przewodnickie oraz autora bloga dygala.pl.

W swoich wypowiedziach przed deregulacją podkreślał Pan żenujący poziom egzaminów licencyjnych. Czy zauważył Pan podwyższenie poziomu dzięki specjalistycznym kursom pilotów od stycznia 2014 roku?

Poziom egzaminów czy to przewodnickich, czy też pilockich był zdecydowanie poniżej tego, czego się powinno oczekiwać po egzaminach państwowych jak też odbiegający od tego, co taki egzamin powinien sprawdzać. W tym momencie jest jeszcze za wcześnie na ocenę jakości szkoleń. Zresztą szkolenia pilockie organizowane są teraz głównie, o ile nie wyłącznie, przez touroperatorów szkolących swoje kadry.

Czy młodym, pełnym zapału ludziom udało się wejść na rynek, czy jednak posady utrzymała elitarna grupa z niedostępną już licencją?

Po pierwsze – ci, co byli pełni zapału nie mieli jak dotąd problemu z wbiciem się na rynek po wcześniejszym uzyskaniu licencji. Po drugie – rynek reaguje powoli. W biurach turystycznych priorytet ma stara kadra, współpracująca z nimi wcześniej. Dotychczasowy system certyfikacji był bardzo niedopracowany, ale w ocenie pracodawców zapewniał jakiś minimalny poziom. Obecnie system szkoleń się dopiero klaruje. Czas pokaże jak dalej się rozwinie i na ile powszechnie będzie honorowany. Poza tym i tak priorytetem, tak jak i do tej pory, będzie przyjmowanie osób poleconych przez znanych już pilotów/przewodników.

Czy biura podróży nie wykorzystały okazji do organizowania własnych płatnych i żmudnych kursów dla pilotów, przy okazji nie respektując kursów konkurencji?

Oczywiście, to dosyć logiczne działanie, zwłaszcza stosowane przez dużych touroperatorów. Chcą sobie wykształcić kadrę, według własnych standardów i oczekiwań. Nie mam sygnałów o braku respektowania konkurencyjnych kursów.

Czy zaobserwował Pan spodziewane, pozytywne otwarcie dotąd niedostępnych dla pilotów miast?

Tak, oczywiście. Miasta stanęły otworem dla pilotów, czy dotychczasowych przewodników po innych miastach. Sam z takiej możliwości korzystam. Jednocześnie nie odnotowałem wpływu deregulacji na popyt na usługi przewodnickie: robiłem coś w rodzaju sondażu wśród znajomych, czynnych zawodowych przewodników i efekty są jednoznaczne. Praktycznie wszyscy stwierdzili, że owszem, widzą nowe twarze na rynku, ale nie znajduje to odbicia w ilości zleceń. Poziom zleceń utrzymał się na bardzo dobrym poziomie.