Bagaż pełen historii: sen o Victorii

Hotel Victoria

W szarej rzeczywistości PRL-u jednym z niewielu punktów błyszczących blaskiem wielkiego świata był pewien warszawski hotel, w którym „jak w telewizorze jest niebo i stereo, i raj”…

Mimo epatowania czerwonymi flagami, w minionym ustroju dominował kolor szary. Szary był papier toaletowy, szare opakowanie od cukru („z wielką literą C” dla odróżnienia od innych zapakowanych na szaro produktów), nawet czarno-biały telewizor wbrew nazwie wyświetlał obraz na szaro-biało. Całe życie było szare, a co ciekawe, gdy akurat wymienione produkty były dostępne w szarych sklepach, ogólna radość konsumentów sprawiała, że nikt tej szarości nie zauważał. To jeden z sukcesów gospodarki centralnie sterowanej. W szarości, która spowijała wówczas naszą ojczyznę było jednak kilka punktów błyszczących balaskiem wielkiego świata. Jednym z nich był warszawski hotel Victoria (dziś Sofitel warsaw Vicotria)

Gierka otwarcie na zachód

Po wydarzeniach na wybrzeżu w roku 1970 odsunięto od władzy siermiężnego Gomółkę, a jego miejsce zajął Edward Gierek. Nowy włodarz komunistycznej Polski urzeczywistniał nowatorskie koncepcje gospodarcze, które zakładały pewne otwarcie na zachód. Miało ono wymiar nie tylko gospodarczo ekonomiczny, ale także polityczny. Żelazna kurtyna została lekko podniesiona i do Polski zaczęli zjeżdżać biznesmeni i politycy z „obszaru dewizowego” (pojawiły się takie „persony” jak prezydent USA Richard Nixon, czy kanclerz RFN Willy Brandt). Ponieważ żaden z istniejących w stolicy obiektów hotelowych nie oferował odpowiednich standardów, zaistniała potrzeba zbudowania nowoczesnego i luksusowego hotelu. Miejsca, w którym będą mogli zatrzymać się wielcy tego świata.

gierek

Na gruzach pałacu Kronenberga

W latach 1868 – 1871 od południowej strony dzisiejszego Placu Piłsudskiego w Warszawie jeden z potężniejszych warszawskich finansistów, Leopold Kronenberg, wybudował monumentalny gmach, zwany domem, lub pałacem Kronenberga. Budowla nie przetrwała wojny i w ciągu 30 lat od jej zakończenia pozostawała straszącą w centrum miasta kupą gruzu.

W roku 1974 miejsce to uporządkowano i rozpoczęto budowę hotelu Victoria. Projektantami byli wybitni polscy architekci Zbigniew Pawelski i Leszek Sołonowicz, a wykonawcą szwedzka firma Skanska. W ciągu dwóch lat wybudowano nowoczesny budynek o prostej jednolitej, ale niepozbawionej lekkości bryle. Używano najnowszych rozwiązań technicznych, wstawiono nowoczesne okna z refleksyjnymi szybami. Mimo że nowy budynek niezbyt komponował się z całością otoczenia szybko stał się powodem dumy – stolica miała wreszcie hotel z „prawdziwego zdarzenia”.

Pałac Leopolda Kronenberga

Wielki świat za szybą

Hotel Victoria szybko stał się synonimem high-life’u, o którym przeciętny Polak mógł tylko marzyć. Światowe życie, które większość znała z amerykańskich filmów, schowane było za oddzielającą recepcję i bar od szarej rzeczywistości szybą. Ponieważ mało kto z „szaraczków” mógł tam wchodzić (bo i po co jak się nie miało dolarów) szybko wśród społeczeństwa rosły mity i nieodparta chęć przekroczenia granicy raju.

W jego rejonie mogły stać jednak tylko wybrane taksówki z wybranymi taksówkarzami. Panie lekkich obyczajów też miały być z tej lepszej półki. Pod hotelem mogli kręcić się tylko cinkciarze o konkretnej pozycji „na mieście”.

Mit o luksusie, blichtrze i zielonych dolarach umacniało kino. To właśnie na korytarzach Victorii, superbohater serialowego kryminału epoki, prucznik Borewicz łapał przestępców ze spluwą w ręku. Wszystko w scenerii nowoczesnych wnętrz, najlepszych alkoholi i pięknych kobiet.

Ale w każdym micie jest ziarnko prawdy. W roku 1981 Warszawę obiegła wieść o gangsterskiej strzelaninie w Victorii. Rzeczywiście: w restauracji doszło do postrzelenia, ale nie były to porachunki przestępcze, lecz najprawdopodobniej dokonana przez Mosad egzekucja poszukiwanego terrorysty. Incydent ten jaskrawo pokazuje, czym była wówczas Victoria. To nie był tylko najlepszy hotel w mieście, gdzie bywali aktorzy, gwiazdy estrady, czy dziennikarze zachodnich mediów. W Victorii instalowano agentów obcych wywiadów, rozgrywano gry operacyjne, o których z pewnością historia będzie dowiadywać się więcej wraz z upływem czasu (i odtajnieniem akt).

„Otoczą cię zewsząd kolory i woń”

Nic dziwnego, że wśród zwykłych ludzi biaława bryła Viktorii budziła westchnienia i zazdrość. Praca w tym miejscu cieszyła się niezwykłą renomą, bywanie tam choćby epizodyczne, zwiększało status wśród znajomych i było przeżyciem, którego szybko się nie zapomina. Do rangi fetyszu urastały przemycone „na zewnątrz” sztućce bądź mydła i innego rodzaju akcesoria z logo hotelu.

Obcowanie z hotelem Victoria, nawet jeżeli było tylko okazyjne, było powodem do dumy i imponowania innym. Chyba najlepiej, nieco prześmiewczo wykazał to jeden z mistrzów polskiej kinematografii Stanisław Breja w swoim kultowym filmie „Miś”. Zakładowe popychadło, jakim jest goniec, wobec kierowcy podnosi swoje ego symulując stołowanie się właśnie w Victorii. Jak wiadomo, ostatecznie goniec trafia tam, gdzie jego miejsce, czyli do baru mlecznego APIS, gdzie odegrano słynną scenę z łyżkami na łańcuchu.

O tym, że mit o hotelu „nie z tej ziemi” żył wśród społeczeństwa świadczy piosenka zespołu Kombi. Wokalista przed wykonaniem utworu na festiwalu w Sopocie w roku 1986 przyznał się, że ów hotel, o którym śpiewa, nie jest na jego kieszeń, co najlepiej świadczyło o niedostępności tego przybytku dla zwykłych ludzi. W utworze „Hotel twoich snów” słyszymy słowa o tym jak w tym świetlistym gmachu, do którego „neony drogę ci pokażą (…) otoczą cię zewsząd kolory i woń”. Refren opiewa hotel bardzo wymownie: „Tutaj jak w telewizorze masz niebo i stereo i raj”. No cóż. High-life pełną gębą, wyraźnie słów brak.

Luksus na wyciągnięcie ręki

Fenomen hotelu Victoria to przede wszystkim jego niedostępność i wyjątkowość, polegająca na tym, że podobnych miejsc w Polsce było bardzo mało. Była to kumulacja niewyobrażalnego dla przeciętnego obywatela luksusu w jednym miejscu. Bar z wykwintnymi trunkami, dwie restauracje z wyszukanymi daniami, basen, kasyno, Pewex.

Gwiazda Victorii zaczęła blednąć, gdy z czasem zaczęły pojawiać się inne synonimy luksusu, znacznie bardziej dostępne dla zwykłych ludzi. Gdy, niespodziewanie dostępna tylko we wspomnianym Pewexie whisky znalazła się w osiedlowym monopolwym, gdy kupowane za odkładane latami dolary dżinsy ni stąd ni zowąd można było dostać prawie za darmo na zasadzie „druga para za 5 zł”. Czasy się zmieniły, Hotel Viktoria stał się zwykłym hotelem, który musiał konkurować z innymi hotelami w swej klasie. Przewagę ma jednak taką, że szybko stał się obiektem kultowym o ciekawej historii. A to duży kapitał.


O autorze:

Marcin GralaMarcin Grala – historyk z zamiłowania i wykształcenia. Absolwent studiów magisterskich Wydziału Historii i Dziedzictwa Kulturowego Uniwersytetu Jana Pawła II w Krakowie, doktorant. Szczegółowe zainteresowania badawcze oscylują wokół dziejów średniowiecznej słowiańszczyzny i Bizancjum. Koneser dobrej książki i pieszych wędrówek górskich.

Przeczytaj inne teksty z cyklu Bagaż pełen historii.