Poznaj blogera: Krzysztof Matys, bloger, pilot, właściciel biura podróży

Krzysztof Matys1

„Poznaj blogera” to nowy cykl w DT. Prezentować chcemy w nim sylwetki blogerów związanych z turystyką, podróżowaniem, branżą. Pokazujemy zróżnicowanie i bogactwo blogosfery. Zachęcamy do jej odkrywania i – być może – współpracy.

W kolejnej odsłonie cyklu rozmawiamy z Krzysztofem Matysem, autorem bloga krzysztofmatys.blog.onet.pl. Pytamy m.in. o branżowe blogowanie, promocję poprzez bloga czy receptę na blogowy sukces. Zapraszamy!

Krzysztof Matys2PODSTAWOWE DANE

Krzysztof Matys, pilot i przewodnik grup turystycznych, dziennikarz. Z wykształcenia historyk, egiptolog. Prowadzi autorskie biuro podróży Krzysztof Matys Travel.

ROZMOWA

Skąd pomysł na prowadzenia bloga? Jak zaczęła się ta przygoda?

Przez lata zbyt wiele mi umykało. Chodzi o pamięć. O wrażeniach, o odwiedzonych miejscach, o postrzeganiu turystyki… Planowałem książkę, ale brakowało czasu. Musiałbym z kalendarza wykroić kilka miesięcy, żeby usiąść i napisać coś większego, a to nie było możliwe. Dlatego wybrałem blog. Krótka forma niedużych artykułów. Sprawdza się.

Nietrudno zauważyć, że blog wspiera Twoją biznesową działalność. Traktujesz bloga jak narzędzie promocyjne?

Blog powstał w zupełnie innym celu. Zrodził się z potrzeby notowania. Z przyjemności obserwacji. Z pewnego temperamentu zmuszającego do komentowania otaczającej rzeczywistości. Z założenia był raczej intelektualną przygodą.

W pewnym momencie zaczęły pojawiać się też posty o charakterze – powiedzmy – edukacyjnym, czyli objaśniające tematy z branży, często zupełnie niejasne dla szerszego grona odbiorców. Trochę informacji o zasadach działania biur podróży, bardzo ważny temat ubezpieczeń turystycznych, no i w końcu – o kształceniu kadr. Na blog wchodzi wielu studentów kierunków turystycznych i osób myślących o pracy w biurze podróży.

Zagospodarowałem pewną niszę. Ale nie dlatego, że tak zaplanowałem, że tak mi wyszło z analizy rynku. Nie. Po prostu, pisałem o tym, na czym się znam. A tak się złożyło, że często były to pierwsze, rzeczowe informacje poświęcone tej tematyce, dostępne w polskim internecie.

Krzysztof Matys3

Pozwól jednak, że pociągnę wątek z mojego pytania. Czy Twoim zdaniem blog może być dobrym narzędziem promocyjnych dla małych i dużych firm z branży – biur podróży czy hoteli?

Zapewne tak, ale tylko do pewnego stopnia. Dlaczego? Ponieważ na końcu i tak liczy się produkt. A właściwie jego atrakcyjność. Niska cena albo wyjątkowo wysoki standard. Oryginalność, innowacyjność, trafienie w gusta klientów… Nawet najlepiej prowadzony blog tego nie zastąpi. Nie przeceniałbym więc jego roli.

Na moim blogu prowadzonym na platformie onet.pl jest mnóstwo czytelników. Są posty, które przeczytało kilkadziesiąt tys. osób. Ale nie przekłada się to automatycznie na komercyjny sukces. To znaczy, że odwiedzający bloga niekoniecznie stają się klientami. Czytają, bo to ich interesuje. I tyle. A ja to bardzo cenię. Bo jak mówiłem wcześniej, jest to rodzaj intelektualnej przygody.

Z czasem oczywiście doszedł pewien element promocji. Ale to, co piszę, bardziej popularyzuje mnie samego, czyli autora, specjalistę od turystycznych nisz. Odbieram maile z prośbami o radę – często od ludzi, którzy marzą o pracy w turystyce. Kontaktują się też media, szczególnie jeśli dzieje się coś ważnego w branży. W tym sensie blog jest jedną z moich wizytówek.

Kusi mnie by zapytać jak oceniasz rodzimą blogosferę turystyczną?

Chyba słabo ją znam. Szczerze powiedziawszy niespecjalnie mnie to zajmuje. Czasami trafiam na blogi przy okazji poszukiwań informacji o kraju, zabytkach, turystycznych atrakcjach. Szukam przez Google. I bywam rozczarowany. Wiele z „podróżniczych” blogów to schematyczne relacje z podróży. Wiadomości mniej niż w podstawowym przewodniku, a tok narracji oczywisty i łatwy do przewidzenia. Po co więc to czytać?

Być może brakuje w internecie takiego miejsca, które grupowałoby blogi ambitniejsze, autorów piszących coś na granicy dobrego reportażu. Próbujących zrozumieć świat.

Jakie rady masz dla branżowców i podróżników, którzy chcą wejść w blogosferę? Warto? Jest jakaś recepta na sukces?

Trzeba być wytrwałym i konsekwentnie robić swoje. Pisać przez lata mimo tego, że prawie nikt nie czyta. Może w końcu popularność przyjdzie, a może nie. Nie ma żadnych gwarancji. Jeśli podejdziemy do tego z takim nastawieniem, to jest mniejsze ryzyko, że pojawi się zniechęcenie i frustracja. Pisać trzeba dla przyjemności.

Nie wierzę w żadne łatwe rozwiązania. Internet jest otwarty. Publikować każdy może. Jak się przebić przez tę masę? Jak się wybić z bylejakości? Nie wiem. Jak wszędzie, tak i tu zadecydować może przypadek, łut szczęścia.

Dzięki za rozmowę i powodzenia!


Przeczytaj inne teksty z cyklu „Poznaj blogera”.