Moskwa to (nie moja) bajka [opinie]

Podróż do Moskwy nie była może najbardziej udanym turystycznym pomysłem, ale na pewno była pouczająca. Oczekiwania wynikające z doświadczenia i przyzwyczajenia warto zostawić w Polsce.

Wraz z bliską mojemu sercu osobą postanowiliśmy spędzić kilka dni w Moskwie. Miał to być czas odpoczynku od męczącej przeprowadzki oraz okazja do posmakowania – choćby powierzchownego – klimatu miasta.

Kupiliśmy bilety lotnicze – udało się znaleźć całkiem przyjemną ofertę narodowego przewoźnika. Kolejna rzecz: nocleg. Postanowiliśmy przetestować Airbnb. Oferta osób prywatnych jest spora, choć ceny porównywalne do polskich ekonomicznych hoteli. Wybraliśmy pokój u przyjemnego młodego małżeństwa, wymiana kilku wiadomości, ustalenie szczegółów i bezproblemowa rezerwacja.

Potem było niestety słabiej. Mieliśmy kłopoty z wizą – skorzystaliśmy z pośrednika, ceny są niestety wysokie (wyższe niż zapłaciliśmy za bilety), a ilość formalności i konieczność wystania swego – męczące. Dodatkowo potrzebny jest meldunek w hotelu na czas pobytu, więc trzeba kombinować. I właściwie nie ma pewności czy wizę turystyczną się dostanie. Dostaliśmy, uff.

Nadszedł czas wyjazdu. Jeśli nie byliście w Moskwie to kilka szybkich refleksji:

Moskwa jest droga, szalenie droga, wypad do kawiarni to kilkadziesiąt złotych w plecy, a obiad dla dwóch osób – 200 zł, wstęp do muzeum to także wydatek kilkudziesięciu złotych.

Tu wszystko jest wielkie, megalomańskie, carskie. Patrzysz na mapę i wydaje ci się, że cel jest całkiem blisko. Na piechotę jednak to kawał drogi, miejsc parkingowych jak na lekarstwo, a jak nie daj buk jesteś niepełnosprawny – lepiej siedzieć w domu.

Być może najsłabsze jest jednak to, że jedyną osobą, z którą udało nam się dogadać po angielsku była młoda dziewczyna na stoisku z garmażerią w pobliskim sklepie – bez znajomości podstaw rosyjskiego (zwłaszcza alfabetu!) lepiej nie jechać.

Moskwa podczas naszego kilkudniowego wypadu dała się poznać jako miejsce mało przyjazne, chłodne, trudne. Nie było „efektu wow!”. Była raczej ulga, że wracamy do domu. Ale wcześniej jakieś siedem kontroli na lotnisku plus skanowanie ciała i groźni choć smutni żołnierze…

Jaka nauka płynie z tego wyjazdu? Z jednej strony, że na pewno każdy ma swój turystyczny termometr. Te same kierunki u jednych wskazują na gorące podniecenie, u innych znaczne ochłodzenie. To normalne, prawda?

Ale chodzi o coś więcej. O to może, że Moskwa nie jest najłatwiejszą turystycznie destynacją. Że właściwie jest w nieco innej cywilizacyjnej sferze (nie gorsze, ot, innej). Że zabierając ze sobą oczekiwania wynikające z poprzednich turystycznych doświadczeń – zwłaszcza jeśli jesteś turystą przywykłym raczej do korzystania z ofert biur podróży, a nie wyjazdów na własną rękę – można się rozczarować. Przyzwyczajenia też warto zostawić przed podróżą. Lepiej jechać z czystą kartą albo… nie jechać wcale.

Dawid Zaraziński, redaktor naczelny Dziennika Turystycznego