Incentive, czyli turystyka motywacyjna

Tak naprawdę to incentive jako turystyka motywacyjna, istniał w Polsce już od dawna, a jego pierwowzorem były „wczasy pod gruszą”, organizowane przez zakłady pracy naszych rodziców. Współcześnie incentive traktuje się jako biznesowe narzędzie używane do zwiększenia lojalności pracowników lub klientów oraz do wpływu na zachowania jednostki, sprzyjające celom firmy czy organizacji, stosującej to narzędzie.

Najczęstszą formą incentive są wyjazdy firmowe, regularnie organizowane w korporacjach i dużych firmach (rzadziej w średnich, a już bardzo rzadko w małych, z uwagi na wysokie koszty tego narzędzia). Wyjazdy te są z jednej strony rekreacją i wypoczynkiem, a z drugiej strony, mają cele biznesowe. Zmiana otoczenia, klimatu, kuchni czy nawet strefy czasowej, powoduje „oderwanie” od codziennej rzeczywistości. Pracoholikom łatwiej jest zapomnieć o pracy i obowiązkach, osobom chorym, łatwiej jest się zrelaksować i zapomnieć o chorobie, skłóconemu związkowi łatwiej jest się komunikować i zapomnieć o konflikcie itd.

Zmiana otoczenia, prowadząca do odpoczynku od rutynowych czynności dnia codziennego porównywana jest czasami przez pedagogów czasu wolnego (np. Jana Piętę) do oleju silnikowego. Jeśli wyobrazimy sobie, że człowiek to silnik samochodu, a olej to jego wypoczynek, łatwo zrozumieć metaforę: silnik bez oleju może pracować przez jakiś czas wydajnie, ale w końcu się zatrze. Regularne używanie oleju silnikowego sprawia natomiast, że silnik pracuje dłużej i efektywniej. Podobnie jest z człowiekiem i ten fakt jest akurat znany od wielu, wielu lat. (Podobnie sprawa wygląda w przypadku wakacji dla dzieci uczących się. Można by prowadzić 12 miesięcy nauki w szkole podstawowej, ale wyniki mogłoby być i zapewne byłyby słabsze niż w systemie 10 miesięcznym – uczeń wypoczęty, łatwiej wchłania nową wiedzę i po wakacyjnej przerwie ma zupełnie inną energię do nauki niż po jednym weekendzie).

Na incentive należy jednak spojrzeć też z drugiej strony – pod kątem celów biznesowych. Czasami pytam swoich studentów, po co firma wydaje ponad 100 000 zł, żeby skierować swoich najlepszych sprzedawców na tygodniowe wakacje na Rodos wraz z osobami towarzyszącymi, czy nie szkoda tych pieniędzy? Studenci słusznie odpowiadają, że jest to inwestycja w pracowników. Owszem, okazuje się, że wydanie tych 100 000 zł może w przyszłości zaoszczędzić o wiele większe kwoty! Trudno jest podać konkretne proporcje zwrotu z inwestycji, ale pewne jest, że incentive może na kilka sposobów „opłacać” się firmie, która za niego płaci.

W przypadku incentive dla pracowników:

  • pracownicy stają się bardziej lojalni (a więc zmniejszają się koszty fluktuacji pracowników);
  • pracownicy identyfikują się a firmą i jej celami (a więc pracują z większym zaangażowaniem);
  • pracownicy chwalą się sąsiadom i rodzinie na temat wyjazdu (a więc budują wizerunek firmy jako przyjaznej i „dobrej”);
  • pracownicy poznają się z szerszej perspektywy (a więc usprawnia się procesy komunikacji, a co za tym idzie – produktywność i efektywność pracowników);
  • pracownicy wracają do pracy bardziej wypoczęci (a więc popełniają mniej kosztownych błędów, rzadziej są ofiarami wypadków w pracy);
  • pracownicy chcą pojechać na podobny wyjazd w przyszłości (a więc są zmotywowani i starają się wykazać, by się na niego „załapać”) itd.

A teraz pytanie za 100 punktów: czy uważasz, że koszty fluktuacji pracowników, koszty ich angażowania w realizacje celów firmy, koszty budowania wizerunku marki, koszty usprawniania komunikacji w firmie, koszty błędów i wypadków oraz koszty motywowania pracowników to kwota niższa niż 100 000 zł rocznie w korporacji? Odpowiedź brzmi: nie! Incentive jest tak naprawdę inwestycją, a nie wydatkiem bez pokrycia.

W przypadku incentive dla klientów (często stosowane w branży motoryzacyjnej, farmaceutycznej, lekarskiej czy w przypadkach firm dystrybucyjnych):

  • klienci stają się bardziej lojalni (a więc podtrzymują i zwiększają przychody firmy);
  • klienci identyfikują się a firmą i zaprzyjaźniają z nią (a więc trudniej im odejść do konkurencji, nawet przy drobnych niedociągnięciach przy współpracy);
  • klienci chwalą się sąsiadom i rodzinie na temat wyjazdu (a więc budują wizerunek firmy jako przyjaznej i „dobrej”);
  • klienci chcą pojechać na podobny wyjazd w przyszłości (a więc zwiększają wydatki na usługi czy produkty firmy organizującej incentive) itd.

W obu przypadkach (zarówno na incentive dla pracowników, jak i dla klientów) chodzi o cele biznesowe: oszczędzanie lub większe przychody (zyski) ze współpracy z daną grupą osób. Dlatego też, na tego typu wyjazdy nie zaprasza się wszystkich pracowników czy klientów, a tych najlepszych. Z jednej strony jest to pokazanie danej osobie, jak cenna jest dla firmy i jak ją szanujemy i uznajemy, a z drugiej strony jest to motywacja dla tych, którzy nie pojechali na wyjazd, by mieć podobne wyniki i dążyć do poprawiania swojej pracy (choć akurat w tym aspekcie, incentive bywa też demotywujący).

Pamiętam jeden ze swoich pierwszych wyjazdów incentive dla korporacji z branży tytoniowej. Firma ta zaangażowała polskich barmanów do sprzedawania ich papierosów. Obiecano barmanom, że po 6 miesiącach konkursu, zostaną wybrani ci, którzy sprzedali najwięcej i zostanie dla nich zorganizowany tygodniowy wyjazd na jedną z najpiękniejszych wysp w Europie. Na pierwszy rzut oka można by powiedzieć: „cóż za hojność”, ale gdyby dopuścić do tego tematu analityka finansowego, okazałoby się, że wydatki na wyjazd incentive były ponad dziesięciokrotnie niższe niż zyski ze sprzedaży papierosów przez najlepszych barmanów. Motywacja polegała jeszcze w dodatku na tym, aby zaprzyjaźnić barmanów z firmą. Nawet jeśli w przyszłym roku nie będzie już podobnego konkursu, to wciąż muszą mieć oni ochotę na sprzedawanie konkretnie tych, a nie innych papierosów.

Bardzo ważne jest w incentive (i to różni tę formę od „wczasów pod gruszą”), żeby dość dokładnie określić cele wyjazdu i oszacować tak zwaną „proporcje zwrotu”. Działy HR lub zarządy firm nie mogą sobie pozwolić na kilkunastotysięczny wydatek, aby po prostu posłać pracowników na wycieczkę. Jest wiele ważnych pytań, na które muszą sobie odpowiedzieć:

  • po co to robimy?
  • kogo wyślemy na wyjazd? (niekiedy te decyzje bywają bardzo trudne i kontrowersyjne)
  • gdzie wyślemy grupę?
  • jaką formę będzie miał wyjazd? (typowo rekreacyjną czy też teambuildingową, fabularną, integracyjną czy jeszcze inną)
  • z kim zorganizujemy wyjazd? (najczęściej korporacje wynajmują do tego celu agencje lub biura podróży specjalizujące się w incentive)

I prawdopodobnie najważniejsze pytanie:

  • czy wydatek na wyjazd nam się zwróci?

Ciekawą i coraz popularniejszą formą incentive jest także CSR (Corporate Social Responsibility czyli społeczna odpowiedzialność biznesu). Ta forma nie jest tak mocno nastawiona na zwrot z inwestycji jak powyżej opisane narzędzia, aczkolwiek w dłuższym wymiarze czasu, też jest nakierowana na sukces firmy organizującej CSR. Ten rodzaj incentive polega na połączeniu wyjazdu wypoczynkowego z akcją charytatywną. Najczęściej uczestnicy są wysyłani w tym przypadku do pięknych, ale biednych krajów Afryki. Mają możliwość zwiedzania, poznawania przyrody i obcowania z zupełnie inną rzeczywistością, ale też część wyjazdu czy choćby kilka godzin dziennie, angażują się w działania pomocowe (np. pomagają budować studnie, współpracują z misją czy szpitalem miejscowym) lub też ekologiczne (ochrona zwierząt, roślinności, powietrza czy wody). Wyjazdy CSR wychodzą z założenia, że działania firm mogą prowadzić do niszczenia środowiska i przesuwaniu granic dzielących świat biedy i świat bogactwa. W związku z tym, chcą angażować się społecznie, by dbać o przyszłość firmy, rozwój osobisty pracowników a także opinię społeczną i szacunek klientów.

Generalnie incentive jest w Polsce kojarzony właśnie z branżą eventową. Często firmy zajmujące się incentive, organizują także eventy, a nawet jeśli nie, to do przygotowania programu imprez zatrudniają eventowców. Trendy rynkowe wskazują na powiększanie się tego rynku i zapewne imprez incentive będzie coraz więcej. Znacznym zagrożeniem są jednak lata kryzysu gospodarczego (np. rok 2009), ponieważ w momencie, kiedy korporacje tną koszty, to na pierwsze cięcia narażone są szczególnie usługi zewnętrzne, jak szkolenia, eventy czy właśnie incentive.

Kolejnym widocznym trendem jest zatrudnianie na wyjazdach incentive animatorów czasu wolnego (jeszcze kilka lat temu grupie towarzyszyli wyłącznie piloci lub przewodnicy). Animatorzy są na incentive odpowiedzialni za wzmacnianie emocji, budowanie atmosfery i angażowanie uczestników wyjazdu do aktywności. Najczęściej na jeden wyjazd jest angażowani przynajmniej para animatorów – najczęściej chłopak i dziewczyna (aby „dotrzeć” do każdego uczestnika imprezy). Animacja przyczynia się do realizacji celów biznesowych organizatora, a w polskiej gospodarce incentive będzie z pewnością pojawiał się coraz częściej.

Autor: Jakub B. Bączek

[Źródło zdjęcia: beyondbmi.com]