Podróże Blog: W drodze do krainy Camcy

Przywitał nas nieregularny stukot i hałas kół wpadających w dziurę za dziurą. Droga asfaltowa nie pamiętała remontu, albo wręcz przeciwnie – miała ich zbyt wiele. Trudno było o gładki odcinek, który uspokajałby nerwy naszego polskiego kierowcy. Co i rusz, ciskał pod nosem przekleństwa na swojego szefa, kraj, do którego go wysłano i bezsens wszystkiego, co go otacza. Nie był złym człowiekiem. Po prostu – zmuszono go do zrobienia czegoś wbrew sobie.

Po około dwóch godzinach jazdy dotarliśmy do miejsca przesiadki. Tutaj miejsce busa miał zastąpić pociąg. Czekała nas 26-godzinna podróż, rozkładająca się na popołudnie, wieczór, noc i cześć przedpołudnia kolejnego dnia. Dla mnie i dla pozostałych towarzyszy podróży jej długość oraz czas spędzony w pociągu były zupełnie nowym doświadczeniem. Gdy podstawiono cały skład, pierwszym wrażeniem, które nasuwało się na myśl była jego wielkość – lokomotywy jak i wagonów. W niczym nie przystawały do posiadanych obrazów rodzimej kolei. Czy gabaryty miały wyrażać ogrom przestrzeni, po których wieźć nas miał ów pociąg? Czy miały być dla nich jakąś przeciwwagą?

Wnętrze przedziałów-kuszetek oraz korytarz miały surowy wygląd. Ciemnobrązowe dykty opinające podwieszane prycze oraz lekko wypłowiały, czerwony, wąski dywanik w korytarzu tworzyły osobliwą całość. Było gorąco, pot spływał ciurkiem po plecach i twarzy. Okna nie do ruszenia – całkowicie zabite gwoździami. Konduktor zapewniał jednak, że w trakcie jazdy klimatyzacja zacznie działać. Przyznam, że nie do końca mu wierzyłem. Niesłusznie, na szczęście.

Pociąg drgnął. Zaczynała się nasza podróż na wschód. Ku miejscu, które było niegdyś jednym z największych kurortów sowieckiego imperium. Z racji, że nie udało nam się kupić biletów w jednym przedziale, każdy zmuszony był podróżować z inną grupą ludzi. Oczywiście, spotykaliśmy się cały czas na korytarzu bądź w tych jeszcze nie zajętych przedziałach – jednak sporą część podróży mieliśmy okazję porozmawiać z przypadkowymi podróżnymi.

Pociąg, który jedzie dłużej niż jeden dzień staje się małym miasteczkiem, barwną osadą. Mikroskopijną społecznością, która zaczyna żyć swoim rytmem. Dla nas były to stacje, postoje nierzadko trzydziestominutowe. Można było wówczas wyjść, rozprostować kości i tanio coś kupić. Istny targ otaczał pociąg, gdy tylko się zatrzymywaliśmy. Wschód to żywioł, kłębowisko, gwar i pokrzykiwania głosów, które chcą coś zachwalić, sprzedać, zaoferować. Bez względu na to, czy czegoś potrzebujesz czy nie. Niezwykłe są te młode i stare postacie, uwijające się, donoszące swoje wypieki, owoce leśne, produkty morza czy wreszcie – własnej receptury, silnie procentowy alkohol.

Nieraz było nam dane kosztować tego bogactwa kulinarnego, o którym milczą gwiazdy kuchni programów telewizyjnych. Był w tym pewien pierwiastek inności.

Rozmowy z napotkanymi w przedziałach ludźmi były różne, jak to w życiu bywa. Zdarzali się bardzo gadatliwi rozmówcy oraz niechętni zadawanym pytaniom. Większość była jednak skora do konwersacji i niezwykle miło do nas nastawiona. Ciekawiło ich i nas prawie wszystko: od cen żywności, samochodów, usług stomatologicznych począwszy, po zarobki bankowców, nauczycieli czy kierowców. Gdzie i czym był kryzys finansowy? Jak się żyło dawniej, a jak obecnie? Jak często możliwe są wczasy, wyjazdy turystyczne? Potok pytań z obydwu stron pozwalał zaspokajać ciekawość.

W miarę upływu czasu początkowe uczucie dystansu słabło. Niektórzy woleli by zwracać się do nich po imieniu. Jest coś niesamowitego w tym, że człowiek dopóki milczy wydaje nam się obcy, niedostępny. Tymczasem wystarczy kilka słów, by nasze postrzeganie zmieniło się diametralnie. Nie inaczej było i w naszym przypadku. Po dwudziestu godzinach podróży stawaliśmy się prawie dobrymi znajomymi, których wiele może wciąż różnić, jednak jakaś nikła nić powoli zaczyna spajać. Jest jakiś jeden cel, choćby miejsce końcowe podróży, które łączy. Nic tak nie leczy z noszonych w sobie stereotypów, jak bezpośredni kontakt z ludźmi, którzy koniec końców okazują się nam podobni. Mają te same problemy, lęki i nadzieje. Wierzą w lepsze jutro i zmagają się codziennie z niedogodnościami, pośród których się urodzili i przyszło im żyć.

Poranek wita równie miarowym stukotem kół pociągu. Jest bardzo zimno. Klimatyzacja działa sprawnie. Za oknem przemykają ogromne pola słoneczników, opuszczone wielkie zakłady przemysłowe, zagubione gdzieś wśród stepów chatki. Ludzie pieszo, na rowerach, wozach czy  w samochodach dokądś śpieszą.

Uśmiecham się w myślach. Cofnęliśmy się w czasie. Oto w pewien sposób jesteśmy gdzieś w Polsce lat 50. Nie ma traktorów na polach, drogi przecinają furmanki chłopskie, słychać krzyk gęsi, kaczek, które rozbiegają się w nieładzie. Taka prowincja za oknami. Czy daleka od prawdy? Jak daleka?

Na przystanek końcowy wjeżdżamy punktualnie co do minuty. Jest pełne zdumienie i podziw. Podróż trwała 26 godzin i nawet minuta z ustalonego czasu nie została przekroczona. Trudno po innych wrażeniach i napotkanych obrazach – na razie tylko z okna wagonu tego kraju – uwierzyć w tą zdumiewającą punktualność. Półwysep wita nas gorącym, dusznym powietrzem. Wystarcza pięć minut i wszyscy ociekamy potem. Jednak uczucie radości powoli kiełkuje. Jesteśmy już prawie na miejscu. Zostało ostatnie sto dwadzieścia kilometrów…

Autor: Marek Wiśniewski, Grafika: chemphys.lu.se

Od Redakcji: Dziennik Turystyczny jest serwisem informacyjnym skierowanym przede wszystkim do branży turystycznej. Staramy się nie poruszać tematów „konsumenckich”: opisów kierunków, podróży, atrakcji itp. Postanowiliśmy jednak, że raz na jakiś czas – nie za często – w ramach specjalnie stworzonego „Podróże Bloga” publikować będziemy ciekawe relacje podróżnicze. W końcu wszyscy kochamy podróże, prawda? Jeśli macie Państwo ochotę podzielić się opisem swojej interesującej wyprawy, prosimy o kontakt.

03-09-2010 | Blogi | Słowa kluczowe: ,

{ 3 komentarze/y… przeczytaj je lub dodaj swój }

Nora 21.10.2010 o 10:22

Świetna relacja z podróży, pozwoliła mi na trochę oderwać się od codzienności, podoba mi się też polityka Dziennika Turystycznego o nie poruszaniu tematów konsumenckich, podobne założenia mają założyciele strony http://www.lifebeyondtourism.com, na ich międzynarodowy fotoblogu można znaleźć wpisy dotyczące dziedzictwa różnych krajów :)

Odpowiedz

Bubusiek 8.12.2010 o 14:03

Z kolei dobrym moim zdaniem pomysłem jest strona http://www.wycieczka.pl/wczasowicze bo można wymieniać się zdjęciami z reala, a nie z katalogow. Zdziwilam się jak zobaczylam niektore z nich. Płacimy czasami za super baseny, ktore wcale nie są super..

Odpowiedz

Marcin 30.03.2011 o 21:09

Bardzo ciekawa relacja. Oby takich więcej

Odpowiedz

Zostaw komentarz