Wciąż brakuje nam kompletnych strategii promocyjnych. Są w poszczególnych dziedzinach, np. w turystyce funkcjonują już od dawna, ale potrzebujemy całościowego ujęcia - z Krzysztofem Przybyłem, Prezesem Zarządu Fundacji Polskiego Godła Promocyjnego rozmawia Dawid Zaraziński.
Okazją do rozmowy jest konferencja „Promocja Polski – stan i perspektywy”, która odbyła się 22 czerwca w Pałacu Staszica w Warszawie oraz IV edycja konkursu „Teraz Polska Promocja” na najlepsze prace magisterskie dotyczące promocji naszego kraju, która właśnie wystartowała.
Proszę przybliżyć naszym Czytelnikom ideę przyświecającą konferencji „Promocja Polski – stan i perspektywy”. W jakim celu organizujecie Państwo takie spotkania?
Tego typu przedsięwzięcia są wpisane w naszą działalność. Jesteśmy Fundacją Polskiego Godła Promocyjnego, a działaniem statutowym Fundacji jest promocja Polski, polskiej gospodarki, turystyki, kultury, wszystkich dziedzin związanych z naszym krajem. Staramy się więc organizować różnego rodzaju spotkania, które do tego tematu wniosłyby coś wartościowego. Organizując konferencje i seminaria w ramach Programu „Polski Sukces – dokonania i perspektywy” ukazujemy również osiągnięcia polskich firm. Naszą siłą są nasi laureaci [konkursu "Teraz Polska" - przyp. red], którzy mają wiedzę jak sprzedawać i jak promować i tą wiedzą dzielą się z innymi. Korzystamy także z doświadczeń akademików oraz administracji publicznej – mamy więc pełen obszar działania promocyjnego. Stąd właśnie pomysł na cykl konferencji, które organizujemy od trzech lat. Chcemy diagnozować stan polskiej promocji oraz określać działania na przyszłość.
To jak jest z tą promocją?
Diagnoza nie jest zadowalająca. Wciąż brakuje nam kompletnych strategii promocyjnych. Są w poszczególnych dziedzinach, np. w turystyce funkcjonują już od dawna, ale potrzebujemy całościowego ujęcia. Warto jednak zaznaczyć, że czas nam sprzyja. Najtrudniej przecież tworzyć projekty, za którymi nie stoją pieniądze. Obecnie dysponujemy choćby ogromnymi środkami unijnymi i potrzeba takich strategii jest ogromna.
Dlaczego?
To proste: aby coś sprzedać, trzeba to wypromować. Nie ma znaczenia, czy to jest towar, produkt, czy usługa. Musimy o tym pamiętać.
Jak w takim razie wygląda promocja Polski? Zwłaszcza w kontekście takich okazji jak Rok Chopinowski, czy bardziej tragicznych wydarzeń jak powódź, katastrofa smoleńska…
Amerykanie mają takie powiedzenie: nieważne czy o nas mówią dobrze, czy źle – ważne by mówili, a najlepiej by wymieniali poprawnie nasze nazwisko. Każde wzbudzenie, czy tragiczne czy radosne jest źródłem informacji. Przy okazji takich wydarzeń jak powódź, katastrofa smoleńska, czy Rok Chopinowski z pewnością mówi się o Polsce więcej. Warto jednak pamiętać, że promocja może być pozytywna i negatywna, i ważne by sytuacja nie wymknęła nam się spod kontroli.
Jeśli chodzi o Chopina, to jest on w świecie znany i wręcz międzynarodowy. On sam nie potrzebuje promocji. My natomiast musimy przypominać o tym, że pochodzi z Polski. Promocja tego faktu jest utrudniona z powodu braku spójności działań w wersji makro.
Trudno nam również znaleźć produkty, które możemy promować jako typowo polskie. Polska kojarzy się na świecie głównie poprzez ludzi, a nie przez wydarzenia czy przedmioty. Kojarzymy się ludziom z Wałęsą, Janem Pawłem II, trochę ze wspomnianym Chopinem. Kolejne osoby jest już trudno wskazać. Skoro więc trudno nam do promocji wykorzystywać jakiś przedmiot, czy osobę może trzeba po prostu promować markę „Polska”? Taką pisaną wielką literą, zawsze po polsku. Takie działanie sprawdziło się choćby w Hiszpanii, dlaczego u nas miałoby być inaczej?
I znajdują się chętni na taką promocję?
Są jaskółki. Polska Organizacja Turystyczna podkreśla słowo „Polska”, nie tłumacząc go na inne języki. Podobne działania prowadzi choćby Instytut Adama Mickiewicza. Jeśli pozostałe duże podmioty będą to robiły, możemy mieć przełom.
Właśnie takie konferencje jak nasza są doskonałą okazją do prowadzenia rozmów na ten temat. Wiem, że jest już na to zgoda, zobaczymy więc jak to wyjdzie w praktyce. Dałoby nam to z pewnością trochę luzu i pozwoliło skupić się na rzeczach czysto strategicznych. Zadbajmy o to by słowo „Polska” dobrze się kojarzyło.
Euro 2012 może być dla nas wielką szansą?
Przed Euro będzie nasza prezydencja w Unii Europejskiej i to będzie dla nas prawdziwy test. Warto pamiętać, że obie te okazje dotyczą głównie Europy i są szansą na zaistnienie w Europie. Oczywiście nie pierwszy raz, bo funkcjonujemy tu od dawna. Możemy się jednak wykazać, pokazać, że potrafimy się zorganizować i zrobić coś wartościowego.
Co do samego Euro jestem dość sceptyczny. Stadiony będą na pewno gotowe, o wiele gorzej jest jednak z komunikacją. Trudno było się jednak spodziewać czegoś innego…
Mimo wszystko możemy zyskać wizerunkowo pokazując jak ogromny skok wykonaliśmy w ostatnich 20 latach. Pochwalmy się cechami, które są najlepiej rozpoznawalne i które powinniśmy eksponować, są to nasza gościnność, czy życzliwość.
Jak w tym kontekście wygląda wykorzystanie środków unijnych?
Umiejętność wykorzystania środków unijnych to niezwykle ważna kwestia. Niedawno byłem w Portugalii i przekonałem się jak właśnie dzięki środkom unijnym kraj ten dokonał ogromnego postępu. Mam nadzieję, że u nas też tak będzie. Oby i efektywność wydatkowania tych środków była równie wysoka.
Czy więc taka konferencja ma jakieś praktyczne skutki? Czy jest to raczej spotkanie starych znajomych?
Spotykamy się trzeci rok z rzędu. Rzeczywiście jeśli mówimy o efektach to jesteśmy w podobnym punkcie. Powiększa się oczywiście nasza wiedza i doświadczenie, ale jeśli nie będzie zainteresowania promocją ze strony najwyższych władz – Prezydenta i Premiera – żadne dyskusje nic nie dadzą. Nie do końca wierzę bowiem w to, że jakikolwiek system, czy pomysł przyniesie skutek jeśli na szczeblu kancelarii Prezydenta i Premiera nie będzie organizmu lub osoby, która będzie tych spraw pilnować. Obecne działania promocyjne są podzielone pomiędzy poszczególne ministerstwa i często nie ma woli współpracy, a czasem nawet jest ona niemożliwa. Przesłanie konferencji to jedynie sygnał by przenieść tę dyskusję na znacznie wyższy poziom decyzyjny. Mam nadzieję, że nowy Prezydent włączy się w działania zmierzające do budowania Wizerunku Państwa, a pan Premier zauważy, że trzeba skutecznie i kompleksowo podejść do zagadnienia promocji.
Organizujecie Państwo również konkurs na najlepsze prace dotyczące promocji…
Rozpoczęła się właśnie czwarta edycja konkursu prac magisterskich „Teraz Polska Promocja”. Projekt wystartował z misją wspierania promocji gospodarczej, ale dążymy do tego by obejmował wszystkie dziedziny funkcjonowania państwa, co już się powoli dzieje. Gospodarka w także turystyka, przemysł rolno-spożywczy, ale również nauka, rozwój regionalny, kultura – w każdej z tych dziedzin możemy się promować.
W jakim celu taki konkurs Państwo organizujecie?
Za konkursem stoją praktyczne potrzeby. To najtańszy sposób dostępu do zróżnicowanych i wartościowych analiz. Ma przynieść informację od akademików i młodych ludzi wchodzących w dorosłe życie, nie obciążonych jeszcze informacjami administracyjnymi czy politycznymi. Widać to szczególnie pięknie w pracach przekrojowych, ale również w tych bardzo szczegółowych. To doskonałe źródło wiedzy dla podmiotów takich jak PAIiIZ, POT, PARP, Agencja Rynku Rolnego, czy inne – nadzorujących polską promocję.
Z drugiej strony to zachęta dla uczelni by wykonywały pracę praktycznie użyteczną. Wiemy, że powstają już prace pod ten konkurs, ale chcemy by powstawały pod konkretne tematy konkursowe. Podpisujemy więc kolejne umowy z uczelniami i zapraszamy do współpracy kolejnych pracowników akademickich .
Jakie warunki trzeba spełnić by wziąć udział w konkursie?
Nie ma specjalnych warunków co do kończonego kierunku, czy uczelni. Ważne by praca była wartościowa i merytoryczna. Przychodzą do nas prace z całej Polski: od Rzeszowa po Szczecin. Cieszy nas to bardzo.
Proszę więc powiedzieć coś o nagrodach…
Nagrody są pieniężne, łączna pula nagród to 50 tys. zł, a nagroda główna to 7 tys. zł. Swoje nagrody specjalne przyznają również poszczególni Ministrowie – ich wartość waha się od 3 do 5 tys. zł. Warto dodać, że wielu laureatów znajduje zatrudnienie w podmiotach współorganizujących konkurs. Choć cieszy również fakt, że w grudniu, podczas oficjalnego wręczania nagród okazuje się, że większość z tych młodych ludzi już pracę ma.
Kolejna edycja to szansa na ocenę z dłuższej perspektywy. Czy poprawia się jakość zgłaszanych prac?
Przychodzi do nas coraz więcej zgłoszeń i widzimy, że jest coraz więcej lepszych jakościowo prac. Ale ostatecznie o opinii jakości prac decydują eksperci-recenzenci. Muszę przyznać, że profesorowie zasiadający w kapitule parokrotnie byli zachwyceni.
Tematami czy jakością pracy?
Wygrywają prace twórcze. Chwalimy tych autorów, którzy włożyli dużo wysiłku w prowadzone badania. Sam zakres tematyczny jest bardzo szeroki: od ekonomii, przez turystykę, do dyplomacji itd. Choć rzeczywiście aspekt ekonomiczny, marketingowy przeważa.
A tak na koniec: jakie przesłanie skierowałby Pan do tych młodych ludzi oraz wszystkich, którym zależy na promocji Polski?
Byłem ostatnio na kongresie innowacyjnej gospodarki i profesor Michał Kleiber, który jakiś czas spędził w USA powiedział tam takie zdanie: „jestem na kolejnej konferencji poświęconej innowacyjności – będąc w Stanach nie byłem na żadnym kongresie; tam się nie mówi o innowacyjności, tam się ją robi”. Chciałbym by konferencji o promocji było jak najmniej, byśmy ją po prostu robili i spotykali się wyłącznie po to, by chwalić się osiągnięciami. Mniej mówmy, więcej róbmy. Mam nadzieję, że nie zabraknie mądrości osobom, które za to odpowiadają. Chciałbym też by te działania były spójne i strategicznie przemyślane.
Więcej na temat wspomnianej w tekście konferencji przeczytać można pod tym adresem. O konkursie natomiast – na tej stronie.









{ 2 komentarze/y… przeczytaj je lub dodaj swój }
(…)Trudno nam również znaleźć produkty, które możemy promować jako typowo polskie (…) Tu nie mogę się zgodzić z Panem prezesem. Gdzie bryndza, bundz, miody pitne, śliwowica łącka? Gdzie sól wielicka? Gdzie żur, którym zachwycają się obcokrajowcy, czy kiszone ogórki? Gdzie czernina z Kujaw? Gdzie kajmak? Dlaczego nie dbamy o podtrzymanie tradycji gdańskich prze promocję wódki Goldwasser? Takich produktów jest mnóstwo, wystarczy zerknąć na listę Ministerstwa Rolnictwa i wybrać odpowiedni. Promocja przez żołądek jest dziś bardzo modna, szkoda, że tak słabo po nią sięgamy…
Może bardziej chodziło o to, że tak naprawdę to nic wielkiego, dużo regionów czy krajów ma swoje „smaki”. Zgadzam się że warto się promować przez kilmat i gościnność.