OnTheGo Blog: Przewodnik w pliku kml

Powiem szczerze, mam pustkę w głowie jeśli chodzi o temat, na który mógłbym coś napisać. Zalew informacji dotyczących turystyki, w połączeniu ze słownictwem dotyczącym sięci społecznościowych przygasił moją czujność i zdolność do wyławiania co ciekawszych faktów, dotyczących ciekawych technologii. Nie powiem, niektóre „social” informacje są ciekawe, jak choćby informacja, że ruch zanotowany w marcu na Facebook przekroczył ruch zanotowany (dotyczy zapytań wyszukiwarki) na Google. Ile jednak można czytać, na różnych serwisach, treści w stylu: „Jak zdobyć klientów na Facebook’u”, „10 tipsów jak tweet’ować” itd. Toż to potop!

Ostatnio pisałem o mojej zabawie w ponowne odkrywanie Google Earth. Przy okazji „ponownie odkryłem”, że mam GPS w telefonie i może on mi się przydać. Oczywiście , zanim mi się przyda, postanowiłem bliżej się z nim zapoznać i trochę się pobawić. Nie muszę chyba dodawać, że w tym przypadku zabawa to najlepsza nauka i jak się okazało, ciekawy temat do przemyśleń.

Zainteresowała mnie funkcjonalność, oferowana przez urządzenia typu GPS loggery. Najprościej mówiąc, są to małe pudełka wyposażone w GPS i zapisujące w swojej pamięci pokonywaną przez nas trasę, z takimi szczegółami jak prędkość, wysokość nad poziomem morza itd. Dzięki takim urządzeniom, możemy na przykład, geotagować wykonane w podróży fotografie. Warunek jest jeden, zegary w loggerze i aparacie muszą być dokładnie zsynchronizowane, no i oczywiście, zawsze gdy wykonujemy zdjęcie, logger musi być włączony. Później, w komputerze, odpowiedni program łączy informacje o miejscu z loggera z odpowiednim zdjęciem z aparatu. Teraz wystarczy wysłać zdjęcia do Picasaweb, Filkra czy załadować do Google Earth, żeby zostały umieszczone na mapie, w miejscach, w których zostały wykonane. Bajer. Taki GPS logger nawet nie jest drogi, na Allegro 150 – 250 zł. Pierwsza myśl, muszę mieć.

Druga myśl, a od czego mam telefon z GPS. Skoro jakieś pudełko za dwie stówy to potrafi, to pewnie telefon za kilka razy więcej też. Faktycznie, nie rozczarowałem się. Oprogramowania na komórki, potrafiącego zapisywać (np. jako pliki .kml) przebywaną przez nas trasę, jest naprawdę sporo. I na dodatek, duża część jest darmowa. Zresztą, wystarczy zarejestrować się w takich serwisach jak EveryTrail, czy nasz rodzimy Buddyway, ściągnąć aplikacje które oferują i już. Możemy sobie teraz zapisywać każdy nasz krok. I wcale nie trzeba wysyłać plików do internetu. EveryTrail pozwala zapisać lokalnie plik kml z całej trasy i następnie możemy dowolnie wykorzystać go do naszych celów, geotagowania zdjęć, czy pokazania przebytej trasy w Google Earth.

Jak już to wszystko rozpracowałem, pobawiłem się aplikacjami i dokładnie przeanalizowałem trasę jaką przebyłem ze sklepu do domu :) , to pomyślałem jak tą funkcjonalność można by dodatkowo wykorzystać.

Wyobraziłem sobie taką sytuację. Każdy organizator podróży ma w destynacjach, które obsługuje, rezydentów, którzy zresztą jak twierdzi wielu turystów, często się nie przepracowują. Wyposażyłbym takich w GPS loggery i kazał obejść/objechać najważniejsze miejsca w obsługiwanych przez nich rejonach. Przy każdym punkcie (bank, poczta, ambulatorium, ciekawe miejsce do zwiedzenia itd), powinni zrobić zdjęcie (później będą pamiętali co tam było) i opisać je w kilku słowach. Łatwo później, całą tą informację wyeksportować do pliku np. kml. Klient, który jedzie w dane miejsce (i jest na tyle wyedukowany) mógłby sobie taki plik pobrać i zapisać np. w swoich mapach Google. Później, już na miejscu, wystarczy odpalić mapy Google w telefonie np. w Słonecznym Brzegu w Bułgarii i już wiadomo gdzie jest nasz hotel, gdzie najbliższy bank, gdzie wypożyczalnia samochodów a gdzie polecana przez rezydenta plaża czy pizzeria. Zobaczcie jakie to daje możliwości reklamy. Można w pliku pokazać tylko określone banki czy restauracje. Oczywiście, nie zastąpi to przewodnika ale o ile bardziej wartościowe są praktyczne informacje, od kogoś kto rezyduje na miejscu i może wybrać dla nas np. bank z najniższą prowizją wymiany walut, restauracje z dobrym jedzeniem czy najlepszą dyskotekę. I to wszystko pod ręką w telefonie.

Wiem, ktoś powie, że niewielu klientów będzie takiej możliwości używało. Dlatego, należy to potraktować jako wartość dodaną, która na razie, używana może przez niewielu, w dużym stopniu może wpłynąć na wizerunek organizatora. Na początek, może niech to będzie dostępne dla miejsc odwiedzanych przez młodych ludzi. Nie opisujcie tylko zabytków typu średniowieczne kościoły. Za to rozkład dyskotek i czynnych w nocy fastfood’ów z pewnością docenią :)

Autorem tekstu jest Marcin Narowski, twórca bloga OnTheGo.pl

31-03-2010 | Blogi | Słowa kluczowe: , , , , , ,

Zostaw komentarz