Nietypowe zachcianki gości hotelowych

Z usług Thomasa Wolfe’a, konsjerża w Fairmont Hotel w San Francisco, skorzystał szwajcarski magnat. Rankiem przedstawił mu listę spraw do załatwienia do końca dnia. Strzyżenie, rezerwacja stolika na obiad w restauracji Gary Danko, rezerwacja lotu powrotnego do Zurychu oraz… Ferrari GTO.

Witt Istanbul Suites
Creative Commons License photo credit: Witt Istanbul Suites

Wytrawnemu konsjerżowi nawet nie drgnęła powieka.
Czy preferuje Pan jakiś konkretny kolor? – zapytał konjerż.
Coś ciemnego. Aha, i nie chcę wydać więcej niż 5,5 mln dolarów – odparł potentat.

Raphael Pallais, konsjerż w Hotelu Plaza w Nowym Jorku, musiał udać się na szalone poszukiwanie żywych tarantul dla gościa, który pragnął zawieźć je do domu, by je potem upiec i zjeść. Pallais, podobnie jak Wolfe, zrobił to z kamienną twarzą.

Jedną z cech konsjerżów jest to, że nic nie jest w stanie wyprowadzić nas z równowagi. Żadna prośba nas nie zaszokuje. Wolimy określać je jako nietypowe – tłumaczy Pallais, który należy do prestiżowego międzynarodowego zrzeszenia konsjerżów Les Clefs d’Or.

Pallais skontaktował się z nowojorskim Explorers Club znanym z wydawania kontrowersyjnych egzotycznych obiadów. Władze klubu skierowały go do dostawcy pajęczaków.

Maite Foriasky, kierowniczka konsjerżów w hotelu The Setai w South Beach, w Miami, nieprędko zapomni gościa, który w ciągu dwóch dni chciał wysłać tygrysa do Londynu. Brytyjski gość zadurzył się w miejscowej pannie, która zgodziła się przeprowadzić z nim za ocean, „pod warunkiem, że będzie mogła zabrać ze sobą swojego tygryska”. Pomocy udzielili jej pracownicy zoo w Miami.

Transportowanie zwierząt jest w rzeczywistości zadaniem często zlecanym konsjerżom na całym świecie. Gość z Bliskiego Wschodu, który zatrzymał się w eleganckim Brown’s Hotel w Londynie, poprosił kierownika konsjerżów, Simona Thomasa, by wysłać jego córce 21 jelonków na jej 21. urodziny.

To zwykła codzienność – mówi James Little, kierownik konsjerżów w Peninsula Hotel w Beverly Hills. Poleciał kiedyś do Londynu, by przywieźć psa, który należał do pogrążonej w smutku klientki, zatrzymującej się w hotelu na czas rozwiązania spraw biznesowych po śmierci swojego męża. Poprosiła Little’a, by dla jej psiny wyczarterował samolot, jednak w końcu zgodzili się, że lepiej będzie, gdy Little osobiście przywiezie leciwą Millie, rasy jack russell terier. Little spędził w Londynie tydzień – na koszt klientki – poznał dobrze psa (a przy okazji Londyn), by następnie wrócić do domu klasą biznesową (Millie poleciała pierwszą klasą).

Konsjerże mówią, że charakter ich pracy zasadniczo zmienił Internet. Dzięki dostępności informacji goście nie muszą już zwracać się do nich z tak przyziemnymi kwestiami jak znalezienie drogi lub rozkładu. Obecnie przychodzą do konsjerżów z prośbami dużo bardziej osobistymi.

Pallais z Hotelu Plaza dodaje, że uważa się za kogoś, kto spełnia marzenia i dogadza fantazjom, których ludzie nie byliby w stanie sami spełnić. Pewnego razu wyreżyserował obiad zaręczynowy przy świecach w środku Central Parku – ze skrzypcami i kelnerami w białych rękawiczkach. Władze parku nie pozwoliłyby na nic, co nie byłoby „spontaniczne”. Pallais dowiózł więc jedzenie na srebrnych tacach taksówką i sprawił, że wszystko wyglądało tak, jakby romantyczna scena dosłownie spadła z nieba.

Czasami polega to zwyczajnie na dogodzeniu kaprysom bogaczy. W hotelu Ritz-Carlton w Cancun stały gość, dla którego pieniądze nie stanowiły najwyraźniej problemu, poprosił o prywatny pokaz filmu na plaży. Pojawił się jeden problem. Rzeczony gość nie lubił, gdy piasek dostawał mu się między palce u stóp. Z Meksyku dowieziono całe bele białej wykładziny, którą rozwinięto na odcinku plaży.

Raffaele Sorrentino, konsjerż w historycznym hotelu Adlon Kempinski w Berlinie, wspomina saudyjskiego gościa, który dopiero co zakupiwszy nowiutkiego Mercedesa, poprosił Sorrentina, by odstawił go do Monachium, ponieważ w hotelowym garażu zobaczył inny model, który mu się bardziej spodobał, i zapragnął wymienić swój samochód. Sorentino dodaje, że koszt był wyśrubowany, ale gość był bardzo zadowolony.
Lubię rolę dobrej wróżki – mówi Sorrentino, który, jak twierdzi, urodził się, by spełniać zachcianki.

Wysłał kiedyś boya hotelowego w pięciogodzinną podróż tam i z powrotem, by przywieźć czterolatce jej pluszowego króliczka. Dziewczynka zostawiła swojego Snookiego w domu i nie mogła bez niego zasnąć.

W sklepie z upominkami mieliśmy mnóstwo pluszaków, ale żaden z nich się nie nadawał – wspomina Sorrentino.

Źródło: Forbes, WP