Za Wrocławiem tęsknię najbardziej

Kiedy przyjechałam do Wietnamu, czułam się znowu jak dziecko, które uczy się pewnych podstawowych norm i zachowań społecznych, wymawia pierwsze słowa w nowym, nieznanym języku, przyzwyczaja się do nowej kuchni, poznaje ludzi, stawia pierwsze kroki, czy popełnia błędy wynikające z różnic kulturowych. Były to jednak moje własne błędy i na nich nauczyłam się najwięcej - o ogromnej pasji podróżowania opowiada nam Kasia Bagińska.

Część I. Co nieco o mnie…

Witam wszystkich czytelników Dziennika Turystycznego! Dziękuje również redakcji za zaproszenie do wywiadu i możliwość zaprezentowania się obok osobistości turystyki, które już odniosły zawodowy sukces, gdyż ja na razie stawiam pierwsze kroki.

Urodziłam się w Bolesławcu. Kiedy miałam trzy lata przeprowadziliśmy się z rodzicami na ziemie pszczyńską, a od czasów studiów to Wrocław stal się moim domem. Jestem absolwentka filologii romańskiej na Uniwersytecie Wrocławskim, jednak zawodowo od kilku lat jestem związana z turystyka i hotelarstwem.

Moja przygoda zaczęła się od pracy animatorki czasu wolnego w jednej z największych szkół języka francuskiego dla obcokrajowców. Zupełnym przypadkiem dostałyśmy z przyjaciółką propozycję pracy wakacyjnej na Lazurowym Wybrzeżu. Bez wahania zmieniłyśmy plany, spakowałyśmy plecaki i pojechałyśmy. To była niesamowita przygoda! Ale również ogromne wyzwanie by zainteresować, przyciągnąć, zapewnić rozrywkę i zabawę kilkusetosobowej grupie młodych ludzi pochodzących ze wszystkich stron świata. Praca wymagająca kreatywności, poświecenia, umiejętności wzbudzenia jednocześnie sympatii i respektu u niekoniecznie grzecznych nastolatków, ale przede wszystkim elastyczności i gotowości na nowe wyzwania. Do dziś wspominam żart, który zrobili mi moi przełożeni i koledzy. Zareklamowali mnie jako wysoce wykwalifikowana instruktorkę aerobicu, skutkiem czego byłam zobligowana do prowadzenia zajęć fitness nie mając o tym zielonego pojęcia .

Wróciłyśmy do Nicei rok później, a dwa kolejne sezony pracowałyśmy już jako kierowniczki administracji i animacji całego kampusu letniego szkoły. Oprócz organizacji imprez i wycieczek, negocjacji kontraktów z biurami turystycznymi czekało nas zarządzanie wielkim ośrodkiem, personelem, “szefowanie” swoim dawnym kolegom animatorom, rozwiązywanie problemów wychowawczych. Udowodniłam tez sobie i innym, ze można być wymagającą, kompetentną 23-letnia szefowa i jednocześnie “równą babką”…

Przed ostatnim rokiem studiów wzięłam urlop dziekański i wyjechałam do Szkocji na międzynarodowy program “Młodzież w działaniu”. W głównej mierze byłam odpowiedzialna za integracje polskich rodzin ze społecznością lokalną. W międzyczasie pracowałam jako recepcjonistka oraz koordynatorka konferencji w jednym z największych kurortów hotelowych w Szkocji, obsługując głównie klientów biznesowych. Oczywiście wiązało się to ze ścisłym przestrzeganiem standardów sieci hotelowej, co zaszczepiło we mnie zainteresowanie etykietą w hotelarstwie. Muszę się pochwalić, ze zaproponowałam kilka rozwiązań sprzyjających sprawniejszemu funkcjonowaniu hotelu, które zostały wcielone w życie.

Po powrocie do Wrocławia rozpoczęłam pracę w hostelu, który gościł głównie turystów zagranicznych. Praca w hostelu wymaga bardzo dużo profesjonalizmu, pracownicy są często pierwszą lokalną osobą z jaką styka się obcokrajowiec. Nie wystarczy być recepcjonistą, trzeba być przyjazną, pomocną i otwartą osobą, która wzbudzi zainteresowanie swoim krajem i kulturą oraz sprawi, że każdy turysta będzie czuł się tu jak u siebie w domu.

Obecnie mieszkam w Hanoi, w Wietnamie. Pracuję dla jednej z największych agencji turystyczno-hotelarskich na stanowisku International Hospitality Manager. Do moich głównych obowiązków należy kierowanie działem turystki międzynarodowej, czyli w dużej mierze koordynacja i organizacja pobytu klientów zagranicznych. Staram się jak najlepiej wykorzystywać fakt, ze prawdopodobnie jestem jedną z niewielu, o ile nie jedyną Europejka pracującą w jednym z niezliczonych tutaj biur podroży, co wzbudza zaufanie u zagranicznych turystów. Sama również sporo się uczę, myślę ze wiele koncepcji rozwoju turystyki oraz liczne działania marketingowe prowadzone tutaj z powodzeniem przyjęłyby się w Polsce.

Za dwa miesiące wracam do kraju i mam nadzieje, ze będę mogla się sprawdzić na naszym rynku pracy.

Prywatnie uwielbiam poznawanie nowych krajów i pierwsze zetknięcie z nowa kulturą. Kiedy przyjechałam do Wietnamu, czułam się znowu jak dziecko, które uczy się pewnych podstawowych norm i zachowań społecznych, wymawia pierwsze słowa w nowym, nieznanym języku, przyzwyczaja się do nowej kuchni, poznaje ludzi, stawia pierwsze kroki (w moim wypadku chodziło o opanowanie sprawnego przechodzenia przez ulice, bo o ruchu i panujących zasadach można by dużo opowiadać…), czy popełnia błędy wynikające z różnic kulturowych. Były to jednak moje własne błędy i na nich nauczyłam się najwięcej.

Część II. Krótkie pytania

Turystyka to…?

Pasja, która nadaje mojemu życiu sens i pomaga w wyznaczaniu kolejnych celów. Jest to dziedzina, w której spełniać powinny się osoby nie tylko lubiące podróżować, ale przede wszystkim lubiące pomagać tym, którzy lubią podróżować. Organizując i koordynując urlopy naszych gości, nie opuszczając biura sama czuję się jak w podróży.

Turystyka to dziedziną wciąż zbyt wąsko pojmowana przez ogół. Tak naprawdę jest zjawiskiem bardzo interdyscyplinarnym, bo w rezultacie podróżowanie i wszelkie przemieszczanie się wiążę się nie tylko ze zmianą miejsca, użyciem środków transportu i skorzystaniem z obiektów noclegowych, ale również ze zmianą rytmu życia, poznaniem nowego otoczenia, obyczajów czy języka.

Najpiękniejsze miejsce jakie widziałam?

Obecnie jestem na etapie fascynacji południowo-wschodnią Azją, jej dynamizmem i zmiennością. Ponadto uwielbiam wyspę Skye – malownicze miejsce w Szkocji, z bardzo ciekawym wybrzeżem pełnym urwisk, fiordów i zatok. Specyfiką tego miejsca jest nieprzewidywalność pogody, nierzadko można tam doświadczyć czterech por roku w ciągu jednej godziny. Bardzo milo wspominam również Villefranche – uroczą miejscowość na Lazurowym Wybrzeżu z bardzo ciekawą architekturą. Doskonała alternatywa dla osób szukających spokoju i odpoczynku od znanych, hałaśliwych kurortów. Bagietka, camembert i wino na plaży o zachodzie słońca najlepiej smakują właśnie tam. I oczywiście mój ukochany Wrocław. To właśnie za tym miejscem tęsknię teraz najbardziej.

Miejsce, które chce jeszcze zobaczyć?

Karpacz. Również miejsce urodzenia moich przodków – Bośnię i Hercegowinę oraz Serbię. Moi dziadkowie są repatriantami z dawnej Jugosławii.

Moim największym osiągnięciem jest…?

Odpowiem na to pytanie za 50 lat. Mam nadzieję, że wszystko jeszcze przede mną.

Polscy turyści za granicą są…?

Jeśli chodzi o wycieczki zorganizowane, jesteśmy dość bezproblemowymi klientami. Zdyscyplinowani, punktualni, wytrwali. Jesteśmy również idealnymi kompanami na daleką podróż z plecakiem. Mamy niesamowita zdolność, aby “zobaczyć jak najwięcej jak najtańszym kosztem”, niestraszne nam żadne warunki atmosferyczne, jesteśmy przebojowi, zmotywowani. Jak to mawiają, Polak potrafi!

Przypomniała mi się pewna sytuacja. Kilka tygodni temu, będąc na bazarze owocowym zauważyłam dwóch Europejczyków spoglądających z pożądaniem na piękną kiść winogron, która kosztowała grosze. Kiedy sprzedawczyni oddaliła się, nagle zadziałało prawo grawitacji: winogrona trafiły do torby jednego z chłopaków. Przechodząc obok młodzieńców, z ciekawości, na chybił-trafił powitałam ich polskim “Cześć”. “Ooo…. Proszę, nawet Polkę w Hanoi spotkaliśmy…” – usłyszałam. Nie chce odwoływać się do stereotypów, ale czasem jesteśmy naprawdę łatwo rozpoznawalni..

Zagraniczni turyści w Polsce są…?

Hmm… nie pozwolę sobie tutaj na jakiekolwiek uogólnienie. Pracując w hostelu miałam do czynienia z najróżniejszymi “przypadkami”. Począwszy od kilkunastoosobowych męskich grup przybywających na wieczory kawalerskie, cieszących się niskimi cenami piwa i proszących o zaznaczenie na mapie miasta jedynie popularnych barów, poprzez panie w średnim wieku uprawiające – jak ja to nazywam – turystykę dentystyczna, skończywszy na świetnie zorientowanych bacpackerach, którzy poznali nasz kraj lepiej niż niejeden Polak…

Największym wyzwaniem dla branży turystycznej w Polsce jest…?

Promocja Polski wśród… Polaków. Tak, tak, cudze chwalimy, swego nie znamy. Nawet jeśli szukamy odrobiny egzotyki, jesteśmy na tyle różnorodnym krajem, ze z pewnością warto poznać odmienne zwyczaje, tradycje, kuchnie czy dialekt naszych rodaków.

Szansą polskiej turystyki jest…?

Wykorzystanie bogactwa i różnorodności środowiska naturalnego, ulepszenie infrastruktury i promocja Polski za granicą. Wielu obcokrajowców wciąż zwraca uwagę na odmienność polskiej kultury od zachodniej, która przejawia się nie tylko w architekturze czy kuchni, ale również w zwyczajach czy mentalności. Zatem zachowanie naszej tożsamości narodowej w dobie globalizacji z pewnością jest szansą polskiej turystyki na jej rozwój.

Polska turystyka za 20 lat będzie…?

Dzięki ulepszonej infrastrukturze będzie łatwiejsza i przyjemniejsza. Dworce PKP, jako częste miejsce pierwszego kontaktu i zarazem wizytówka miasta, będą czyste, zadbane, estetyczne i przyjazne dla turystów. Bez trudu będzie można uzyskać informacje, a przynajmniej w jednej kasie turyści zagraniczni nie będą mieli problemu z zakupem biletu. Goście hotelowi będą czuć się komfortowo, a nie jak potencjalni złodzieje witani zdaniem “Musi Pan zapłacić teraz”. (Oczywiście nie dotyczy to całej bezy noclegowej, ale takie sytuacje niestety wciąż się zdarzają). To wersja bardzo optymistyczna, ale możliwa.

Część III. Na zdjęciach…

[flickr-gallery mode="photoset" photoset="72157622800475875"]

03-12-2009 | Ludzie turystyki | Słowa kluczowe:

Zostaw komentarz