Check (it) out blog: Zielono-szara rzeczywistość Stolicy

Życie w Warszawie nie należy do szczególnie relaksujących. O odprężenie trudno, zwłaszcza w dni powszednie. Dlatego z ulgą i radością (oraz całą listą rzeczy do zrobienia) witam weekend. Łudzę się, że poniedziałkowo-piątkowe tempo życia zwolni na chwilę i pozwoli zasmakować powietrza nieprzemielonego przez tryby klimatyzatora. Z taką nadzieją wybieram się do pobliskiego Lasu Kabackiego.

Autumn in the park
Creative Commons License photo credit: PeWu

Jadę tam, bo chcę odpocząć, niespiesznie pojeździć rowerem, może nawet usłyszeć jakieś zwierzę w naturalnym środowisku… Ścieżka rowerowa wiodąca do rezerwatu okazuje się jedną z najbardziej zatłoczonych tras w stolicy, ale nie poddaję się łatwo. Zostawiam za sobą osiedla mieszkalne. Po drodze, niechcący słyszę rozmowę telefoniczną, w której amatorka przyrody komentuje, to co ma przed sobą – „…a tutaj jak zawsze, każdy do lasu, z dziećmi, psami, kanarkami”. Kanarków nie zauważyłam, ale cała reszta się zgadza.

Lawirując między innymi mieszkańcami Warszawy, brnę mniej lub bardziej wąskimi ścieżkami. Najpierw wyprzedzam karawany rodzin z dziećmi. Dzieci trochę mi szkoda. Najczęściej podróżują na własnych rowerkach (i pewnie im jest najwygodniej), ale zdarza się, że jadą przez las pchane przez tatę-biegacza (niezła kondycja!), ciągnięte przez tatę-rowerzystę (też niezła, bo w „klatce-wózku” znajdują się dwie latorośle) lub zupełnie standardowo – w spacerówkach. Gdyby jeszcze rodzice większości z nich nie zapominali (może to z nadmiaru świeżego powietrza?), że zajmowanie całej szerokości ścieżki nieco utrudnia ruch innym ludziom…

Jadę dalej – mijam panie, które spacerując, niewybrednie komentują obecność rowerzystów rzekomo czyhających na życie pieszych. Ja nie mam takich planów.

Na lewo gość rozmawiający przez komórkę… i kolejny – obaj wyglądają jabky właśnie umawiali spotkanie z szefem wszystkich szefów. Chyba nie przyszli się tutaj relaksować…a może przyszli, tylko zapomnieli jak to robić?

Wracam po około dwóch godzinach….uff moje osiedle wydaje się przyjemnie wyludnione w porównaniu z zagęszczeniem w rezerwacie. Świeżego powietrza mi już wystarczy, teraz potrzebuję trochę ciszy i spokoju, nieprzerywanego gniewnymi komentarzami przechodniów i świstem mijających mnie rowerzystów.

Zastanawiam się, gdzie my wszyscy mamy pójść w poszukiwaniu odpoczynku w zieleni? Park Wilanowski, Łazienki, Park Ujazdowski są tylko do oglądania i spacerowania – wejście na trawę nieodmiennie łączy się z gromkim okrzykiem nawołującym do powrotu na ścieżkę. W innych miejscach brakuje trawy, która kusiłaby do rozłożenia się z kocem, książką i kanapką. Zostają Kabaty, park Kampinoski, Las Bielański, Rezerwat Marysin…

Liczba mieszkańców stolicy rośnie, a wielu z nich lubi spacery. Cieszę się, że odchodzą od telewizorów i idą do parku. Nie mogę się jednak doczekać, kiedy władze miasta zaczną zachęcać by odwiedzali je częściej. I by miejsc do spacerów było więcej. Z zieloną trawą, udostępnioną dla wszystkich tych, którzy w parku nie chcą zachowywać się jak w muzeum (nie dotykać eksponatów!). Na razie mam wrażenie, że jedynym planem na zmniejszenie zagęszczenia w parkach jest zapewnienie wszelkich niewygód, tym którzy już je odwiedzają.

A jak jest w Waszych miastach?

11-05-2009 | Blogi | Słowa kluczowe: , ,

Zostaw komentarz