Z powodu świńskiej grypy w Meksyku zbankrutowało ponad 6500 restauracji. Pracę w tym sektorze straciło dotychczas ok. 55 tysięcy ludzi. W samej stolicy bez pracy zostało 18,5 tys. osób. Straty branży sięgają nawet 80 proc. Restauratorzy domagają się pomocy rządowej – część z nich nie ma szans na kredyt bankowy.
![]() |
Na terenie całego kraju w ramach ostrożności zarządzono czasowe zamknięcie kawiarń i restauracji. Zamkniętych zostało 250 tys. lokali zarejestrowanych w całym kraju. Część z nich nie wytrzymała ponad 40 proc. spadków przychodów i splajtowała.
Niektóre regiony dotknęły dramatycznie wysokie spadki. Miasto Meksyk, Cancún i Los Cabos zanotowały je na poziomie 80 proc. – powiedział Francisco Mijares, prezes Krajowej Izby Restauratorów Canirac.
Według komunikatu Canirac, liczba zlikwidowanych lokali sięgnęła 6,5 tys., a liczba ludzi, którzy stracili pracę, przekroczyła 55 tys. Domaga się ona od rządu przynajmniej 50 proc. ulg dla całego sektora.
Restauratorzy obawiają się kredytów bankowych, szczególnie w czasie złej sytuacji ekonomicznej na świecie, ponieważ udzielane są one na krótkie terminy i wielu właścicieli lokali nie chce ryzykować niemożności spłaty należności. Wiele firm jest ponadto zbyt mała, by ubiegać się o pożyczki. Stanowią one 30 proc. członków Canirac.
W stolicy, gdzie restauracje i kawiarnie były zamknięte przez 10 dni na przełomie kwietnia i maja, straty okazały się zbyt wysokie dla 3 tys. lokali (na 35 tys.), a 18,5 tys. ludzi straciło pracę.
Źródło: The News








